Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Szanujmy antybiotyki

Ewa Stanek-Misiąg
Szanujmy antybiotyki
Fot. pixabay.com

Presja ze strony pacjentów jest ogromna. Przychodzi ojciec z przeziębionym dzieckiem. Tłumaczę mu długo, że dziecko ma objawy wirusowe, a tego się nie leczy antybiotykiem. Wychodzi i za chwilę wraca, bo żona mu powiedziała przez telefon, że musi być antybiotyk - mówi dr hab. n. med. Ernest Kuchar, kierownik Kliniki Pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Ewa Stanek-Misiąg: Często przepisuje Pan antybiotyki?

Ernest Kuchar: Tak. Oczywiście. Dla pediatrów i lekarzy chorób zakaźnych to są podstawowe leki.

Z tego, co wiem dla pacjentów także. Europejska Sieć Monitorowania Konsumpcji Antybiotyków [ESAC-Net] podaje, że są coraz popularniejsze.
Kochamy antybiotyki. Dlaczego?

Co najmniej z kilku powodów. Dzięki nim ludzie w zasadzie nie umierają na zakażenia bakteryjne. Żeby sobie uzmysłowić znaczenie antybiotyków, dobrze jest zacząć od II wojny światowej. Dla żołnierza rannego – powiedzmy – w nogę, jedynym ratunkiem, kiedy doszło do zakażenia, była zawsze amputacja. A tu okazało się, że wystarczy podać penicylinę. To wtedy antybiotyki uznane zostały za cudowne leki. Dzięki nim przestała też zbierać śmiertelne żniwo gorączka połogowa i ropne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Zapalenie płuc nie prowadzi w większości przypadków do zgonu. Ta nadzwyczajna skuteczność doprowadziła nas do przekonania, że antybiotyk pomaga na wszystko. Do tego jest dostępny i tani.

Jedyna bariera to recepta.

Bariera wątpliwa. Lekarz to też człowiek. Głębokie przekonanie o skuteczności antybiotyków powoduje, że i lekarze przeceniają możliwości tych leków. Historia medycyny pokazuje, że ludzie chcą leczyć i chcą być leczeni. Jakim bolesnym i bezsensownym zabiegom poddawano kiedyś chorych! Za ich zgodą. A nawet za ich pieniądze.

I teraz przychodzi pacjent z wysoką gorączką i udaje mu się dostać antybiotyk, po czym zamiast przepisanych siedmiu dni, przyjmuje go przez trzy. Kończy leczenie, bo już się lepiej poczuł. To jest najgorsza rzecz, jaką można zrobić?

To jest zła rzecz, antybiotyki trzeba przyjmować zgodnie z zaleceniami, to substancje, które mają zabić bakterie. Pamiętajmy o zasadzie „co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Jednak z drugiej strony, przyjmuje się, że 97% zakażeń układu oddechowego u dzieci to są wirusy. Jeżeli antybiotyk okazał się zbędny, na przykład otrzymaliśmy ujemny posiew wymazu z gardła, to można odstawić lek, bo jak coś się robi bez sensu, to lepiej robić to krócej niż dłużej. Dla chorób wirusowych typowe jest to, że pacjentowi poprawia się po trzech, czterech dniach. Myślę, że skracanie czasu leczenia nie jest najważniejszą przyczyną antybiotykoodporności. Główny problem leży w nadużywaniu antybiotyków, zlecaniu ich bez uzasadnienia. Nieprzestrzeganie zaleceń lekarskich to inna kwestia.

Kto najczęściej przyjmuje antybiotyki? Dzieci?

Dzieci. To wynika ze statystyk chorób. Dziecko choruje 10–12 razy w roku. Małe dziecko. Na przeziębienia. Dorosły choruje 3–4 razy w roku. A ponieważ przeziębienia występują głównie od jesieni do wiosny, to w zasadzie ogólnie zdrowe dziecko, dobrze się rozwijające, może być w tym okresie stale chore.

Trudno się z tym pogodzić, ale to jest normalne?

Tak. W Anglii na nikim nie robią wrażenia dzieci z zielonymi glutami z nosa, nikt się tym nie przejmuje. Proszę sobie wyobrazić coś takiego w Polsce. „Przecież to pewny dowód zakażenia bakteryjnego” – powiedzieliby u nas ludzie. „Bo katar zielony”. Doskonale rozumiem zniecierpliwienie i niepokój rodziców, jeśli po jednej chorobie dziecko znów jest chore, a potem znów. To jest oczywiste, że rodzice w takiej sytuacji domagają się, żeby coś zrobić. Problem w tym, że wyjaśnienie, że niewiele można zrobić, jest mało skuteczne.

Czyli te wszystkie apele o to, żeby zachować rozsądek, powinny być adresowane do tych, co wypisują recepty?

No tak. Ale do pacjentów też. Dlatego, że presja ze strony pacjentów jest ogromna. Przychodzi ojciec z przeziębionym dzieckiem. Tłumaczę mu długo, że dziecko ma objawy wirusowe, a tego się nie leczy antybiotykiem. Wychodzi i za chwilę wraca, bo żona mu powiedziała przez telefon, że musi być antybiotyk. Pacjenci bardzo chcą, a lekarze, cóż, zawsze sobie zracjonalizują. W przypadku zapaleń gardła 90% wywołują wirusy, ale 10% bakterie, więc jeśli mamy wątpliwości, co jest przyczyną, to rozstrzygamy je na rzecz bezpieczeństwa pacjenta, czyli dajemy antybiotyk.

Z raportu ESAC-Net wynika, że najmniej antybiotyków przyjmują Holendrzy, a najwięcej Grecy (trzy razy tyle, co Holendrzy). Polacy są trochę powyżej średniej. Konsumpcja stale rośnie. WHO alarmuje: nadużywanie antybiotyków zwiększa oporność bakterii na leczenie.

Mogą wrócić czasy, kiedy umierało się na zapalenie płuc.

Brzmi groźnie.

To realne zagrożenie. Od lat stosuje się antybiotyki nie tylko w medycynie, ale też w rolnictwie, w przemyśle spożywczym, efektem tego może być, w nie tak znów odległej przyszłości to, że bakterie staną się oporne na antybiotyki. A wtedy zakażenie bakteryjne będzie się wiązało z wysoką śmiertelnością, bo nie będzie czym leczyć. Stosując antybiotyki, wywieramy presję selekcyjną na bakterie. Wrażliwe szczepy giną, natomiast oporne rozmnażają się w najlepsze. Po jakimś czasie zostaną same oporne bakterie, a jak będą same niewrażliwe, to stosowanie antybiotyków nie będzie miało uzasadnienia, wiadomo bowiem będzie z góry, że to nic nie pomoże. Szanujmy antybiotyki. To bardzo dobre leki, co nie znaczy, że są dobre w każdym przypadku.

Dr hab. n. med. Ernest Kuchar jest kierownikiem Kliniki Pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

Rozmawiała: Ewa Stanek-Misiąg

Jak działa antybiotyk

To substancja cechująca się wybiórczą toksycznością. Jej zadanie polega na tym, żeby rozprawić się z bakterią, a przy tym jak najmniej, albo w ogóle nie zaszkodzić człowiekowi. Wybiera się substancję, która blokuje istotne dla bakterii procesy lub niszczy ich strukturę, na skutek czego bakteria nie jest w stanie się rozmnażać (działanie bakteriostatyczne), albo – lepiej – ginie (działanie bakteriobójcze).
Oporność na antybiotyki bakterie mogą sobie przekazywać. Niebezpieczeństwo polega na tym, że bakterii jest dużo i ze sobą współpracują, dzielą się nowymi umiejętnościami, nawet międzygatunkowo.
Data utworzenia: 10.10.2018
Szanujmy antybiotykiOceń:
(5.00/5 z 3 ocen)
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.